Teatr Realistyczny

Spektakle

<<   w s z y s t k i e    s p e k t a k l e





Tosamość




Premiera: 18.09.2004
Scenariusz i reżyseria: Robek Paluchosky
Występują: Jacek i Witek Kurczyńscy
Współpraca choreograficzna: Agnieszka Madej
Muzyka: MC Gyver

Spektakl otrzymał do tej pory:

  • I nagrodę VII Festiwalu Sztuki Teatralnej, Rybnik 2005
  • I nagrodę Łódzkich Spotkań Teatralnych, Łódź 2004
  • I nagrodę VII Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Studenckich „Wyjście z cienia”, Gdańsk 2004
  • I nagrodę III Festiwalu Teatrów Studenckich ATENA, Pułtusk 2005
  • Nagrodę dziennikarzy na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych 2004
  • II nagrodę Łódzkiego Przeglądu Teatrów Amatorskich, Łódź 2004
  • II nagrodę VIII Festiwalu Teatrów Studenckich, Częstochowa 2004
  • Wyróżnienie na Tyskich Spotkaniach Teatralnych, Tychy 2005
  • Wyróżnienie na VI Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych, Ostrów Wlkp 2005





Recenzje


To-samość, czyli inność?

„A kiedy już w sobie znajdziesz to, co najgorsze, pielęgnuj to w sobie jak Porshe. Bo wtedy nie jesteś już sam”- tak mówi bohater sztuki „Tosamość” Teatru Realistycznego w swojej prezentacji poza konkursowej dnia pierwszego. Przekaz jest ten kierowany jest do...
No właśnie, do kogo? Swojego brata - bliźniaka, głowy, alter ego czy odbicia w lustrze? Żadna z hipotez nie musi być błędna. Poszukiwania własnej tożsamości w zamerykanizowanym świecie to problem. Nie pomoże powtarzane niczym mantra „Jestem inny”. Bo w każdego, dążącego do inności, uderza w końcu świadomość, że robi to samo, co wszyscy. Niesie to samo piętno rodziców (nie umiejących poradzić sobie z minionym komunizmem), zna te same Mc Donald’s i amerykańskie filmy. Zamieszkuje tę samą globalną wioskę, ale stara się być inny. Ociera się o rozdwojenie jaźni, czasem zamieniając ją w bokserski ring. Musi być radykalny, np. w polskim społeczeństwie, które wszystko niszczy, zapija. Opowiadanie o ojcu - alkoholiku przypomina „Pętlę” M. Hłasko - przerażające studium degeneracji nałogowca.
Aktorzy - bliźniacy grają z pasją. Dzięki krótkim sekwencjom, przedzielanych elektroniczną muzyką, przedstawienie nie nuży i daje czas na refleksje. Doświadczenia życiowe znieczulają- żyjemy obok rozrywanych dzieci i płaczących matek. Dynamit to nasz chleb powszedni. Czy istnieje nadzieja na „może kiedyś”?


Tosamość, czyli wirus na pół

„Wirus umysłu" potrzebuje jednego człowieka. jednej psyche, jednej maleńkiej myśli, by zaistnieć w krwioobiegu świat i, by stać się mentalnością. Więc jeśli są luki. mikroskopijnej wielkości szpan. wyżarte przez niedobre obrazy, złe rozmowy, nieczule rozstania, chore wspomnienia, to wirus właśnie przez me przecieka. A my stajemy się jego żywym nośnikiem. Nikt me może czuć się niewinny, co już wiemy z TVP. Każdemu nieoczekiwanie może rozsadzić łeb. bo miał na przykład słabe dzieciństwo. Czy uratuje nas tosamość? Czy coś zmienia to, że każdy z nas przeżywa po prostu los wszystkich? Czy tosamość może stać się tożsamością? Czy to zatrzymałoby wirusa?
Z tymi pytaniami wychodzę ze spektaklu Teatru Realistycznego. Ta idea jest dla mnie ważna mimo niekiedy pustych dialogów, mimo pustych przebiegów (kwestie, które nie tworzą sensów). Do takiej idei nie dorasta jeszcze warsztat aktorów, ale przyznacie, że niezwykle trudno zagrać teatr rozpięty pomiędzy dyskursem filozoficznym a publicystyka.
Realistyczny to jedyny obecnie mi znam teatr młodego pokolenia. który sięga po najtrudniejsze - po komentarz bieżącej rzeczywistości.

Anna Rogala
Dziesiąte Słodkobłękity - Zgierskie Spotkania Małych Teatrów 23-25 września 2004


Spektakle, po których się nie klaszcze

Jeszcze przed chwilą w głowie miałem tysiące słów próbujących w jakiś tam sposób przetłumaczyć mi to, co przed chwilą zobaczyłem. Teraz kiedy przed oczyma miga mi kursor. w głowie nie mam nic poza \\ icika próżnia. Boję się. naprawdę boję się tego. Podobnie Jak bałem się w trakcie tych dwóch spektakli, to nie był lęk taki ot, to była czysta esencja somatycznego strachu, strachu przed sobą samym.
Dlaczego piszę o tych dwóch eventach razem? Może dlatego, że obydwa mnie strasznie skopały i obydwa mówiły o jakimś tam moim własnym w głowie świecie: INN(Y)OCENT
Rozdwojony w sobie i prowadzący nieustającą ze sobą walkę - tak to ja. To nie była tylko czysta publicystyka, to był również przepiękny pejzaż wewnętrzny nas samych, a może tylko ja miałem takie odczucia. Niezależnie, napięcie udzielało mi się w stu procentach, przestałem nawet myśleć o chybotliwej ławce, której w każdej chwili groził upadek z wysokości (razem z siedzącymi na niej ludźmi), ja psychicznie spadłem, wchodząc tam byłem pewnym siebie gnojem, wychodząc byłem tylko skamlącym truchełkiem, tak małym, że aż nie istniejącym, marzącym tylko o odreagowaniu w papierosie lub...

maart


„o myśleniu i oglądaniu”

Obejrzałem to już po raz drugi. Poprzednim razem, na Słodkobłękitach, „Tosamość” wydała mi się przewrotnym spektaklem. Uznałem, że poddaje się w nim krytycznej refleksji współczesne wzorce indywidualizmu. Właśnie dlatego, że są wzorcami ( a więc czymś do podzielania i powielania ), budzą one głęboką nieufność. Bo faktycznie, jeśli się sprawie uważniej przyjrzeć, łatwo dojść do wniosku, że już od XIX wieku kiedy indywidualizm stał się postawą ocenianą pozytywnie, został niemalże od razu wprzęgnięty w system społecznych wartości. W opozycji do mieszczańskiego świata, indywidualista był mącicielem budzącym innych z monotonii i rutyny, zmuszającym ich do myślenia. Dziś, w dobie pop kultury, indywidualizm staje się towarem: zamyka się w schemacie szablonowych gestów i łatwo przyswajalnych cech.

Pomyślałem wtedy, że o tym właśnie jest ostatnie dzieło Robka Paluchosky’ego i jego aktorów. Teraz, po obejrzeniu go na Łópcie uznałem, że tamta interpretacja broni się wprawdzie nadal, ale rzecz można ująć znacznie prościej. Konflikt obu występujących na scenie postaci nadal postrzegam jako wewnętrzny dialog jednej osoby. Przy czym istotny jest fakt, że nie ma tu „tej właściwej” postaci i prześladującej jej „alter ego”, a dwie „równorzędne” natury walczące między sobą o prymat. Jednak dialog ten odebrałem dziś jako spór o charakterze raczej psychologicznym, a nie filozoficznym. Po prostu gość zastanawia się nad wysadzeniem McDonalds’a, ale ma opory. Przyznaje jednak, że moja pierwsza koncepcja nadal jest dla mnie dużo bardziej interesująca.
Zawiera się w niej zarówno to, co dziś przyszło mi do głowy, jak i dużo, dużo więcej.

To co napisałem powyżej, nie sugeruje bynajmniej, że w drugim odbiorze „Tosamość” Teatru Realistycznego wypadła gorzej. Wręcz przeciwnie: to na tyle dobry spektakl, że zamiast zaprzątać sobie głowę techniczno warsztatowymi drobnostkami mogłem spokojnie pomyśleć i – chociaż sam ze sobą - podyskutować o zawartej w nim idei. A tego mi na Łópcie ciągle brakuje. W końcu, do diaska, teatr ma skłaniać do refleksji – a bezrefleksyjny teatr alternatywny jest już w ogóle funta kłaków niewart.

Jeśli pt czytelnicy wolą o warsztacie, to o tym można również pogadać. Tylko, że będzie w samych superlatywach. Precyzja wykonania, „czystość” aktorskiej roboty pozostawia resztę uczestników tegorocznego festiwalu daleko w tyle. W dziedzinie wyrazistości znaku scenicznego, konsekwentnego operowania rekwizytami, Realistyczny także mieści się w ścisłej czołówce, podanie tekstu – jak najbardziej przekonujące, itd... aż pisać nudno. No, może za dużo jeździli tym wieszakiem i obracali stołem, ale w kontekście całej reszty to i tak mały pikuś.

Co by tu jeszcze? Że uwielbiam taki dziki teatr, z mocnym znakiem, gęstą wypowiedzią, niegłupim przesłaniem, taki „co to się nie boi”.

Rafał Zięba
„Łóptak”, gazeta Łódzkiego Przegladu Teatrów Amatorskich




Aktualności   |   Historia   |   Zespół   |   Usługi szczudlarskie   |   Spektakle   |   Galeria   |   Biuro   |   Duperele   |   Księga gości